Świadectwo z wyróżnieniem to marzenie wielu rodziców. Niestety, to im częściej zależy na tym, aby dzieci osiągały bardzo dobre wyniki w nauce – one same rzadziej czują taką potrzebę. Zasadne wydaje się pytanie: Czy świadectwo z wyróżnieniem motywuje ucznia do nauki, czy może oznacza niepotrzebny stres? To zależy, czy to dziecku zależy na dobrych stopniach czy może… rodzicom.
Nie ma nic gorszego niż rodzic wywierający presję na dziecko w procesie edukacji. Jeśli rodzice kładą nacisk na stopnie, ryzykują, że dziecko przestanie interesować się tym, czego się chce nauczyć, tylko będzie skupiało się na ocenie. Wielu rodziców dumnie twierdzi, że ich dziecko „dobrze się uczy”, bo otrzymuje same piątki i ewentualnie czwórki. Nieodzownym wyznacznikiem poziomu zdolności i wybitności jest również świadectwo z biało-czerwonym paskiem. Nic bardziej mylnego. Dziecko, które za wszelką cenę, bezrefleksyjnie goni za ocenami, staje się nijakie. Duma, która rozpiera rodziców na widok idealnej cenzurki nie zna granic. Można się wówczas pochwalić rodzinie na imieninach, teściowej czy też sąsiadce, że mamy takie cudowne dziecko, z którym nie ma żadnych problemów. Oczywiście, wiedza jest istotna i dlatego ważne jest to, co mamy w głowie, a nie jakie mamy oceny na świadectwie. Ocena nie jest wyznacznikiem poziomu inteligencji.
Mądry rodzic pozwoli swojemu dziecku nie być doskonałym we wszystkim. Będzie stwarzał mu możliwości odnalezienia tego, co go fascynuje i pomoże mu w tym kierunku się rozwijać.
Ze smutkiem patrzę na niektóre uczennice w gimnazjum, które bezmyślnie zakuwają, nie mając czasu na nic poza nauką, bo muszą mieć same piątki. Taka postawa to często szukanie akceptacji rodzica. Rodzic widząc biało-czerwony pasek czuje się dumny z dziecka, a dziecko czuje się kochane. Zdarza się, że pod koniec roku uczniowie przychodzą, by poprawić oceny. Na moje pytanie: Dlaczego chcesz poprawiać tę ocenę? w większości przypadków słyszę (niestety) „bo mama mi kazała” „bo jak będę miał średnią 4,75 to mi rodzice kupią quada”. Po prostu brak mi słów. Ja rozumiem, że w tym wieku trudno o motywację wewnętrzną, ale to dorośli powinni ukierunkować dziecko. Zdarza się, że rodzice, próbując zmotywować do nauki, obiecują prezenty w zamian za dobre stopnie. I kiedy dziecko przynosi upragnione świadectwo z czerwonym paskiem obie strony są zadowolone – dziecko jest zachwycone wizją nagrody, a rodzice cieszą się, że tak świetnie zmotywowali je do nauki. Nawet nie wiedzą jak bardzo są w błędzie.
Do tego dochodzi przekonanie, że jak skończysz szkołę, zrobisz studia to będziesz miał lepszy start w życiu. Niektórzy nadal w to wierzą… A może parcie na oceny dziecka to sposób na zaspokojenie swoich niezrealizowanych ambicji? Niezadowolona z życia mamusia, której nie udało się zostać lekarzem, naciska by lekarzem lub prawnikiem, a jeszcze lepiej psychologiem została jej córka, która z kolei świetnie rysuje i chciałaby iść na ASP, no ale przecież z bycia artystą się nie utrzyma ….. Nie tędy droga.
Odpuśćmy nieco. Pozwólmy dziecku znaleźć pasję i stać się mistrzem w swoim fachu. Pomóżmy mu odkryć dziedzinę, w której ma potencjał by być najlepszym, zamiast zrzędzić o oceny na świadectwie. Jeśli nie chce być mistrzem naukowym, a pragnie spełniać się w dziedzinie zawodowej, to pozwól mu na to. Za kilka lat nikogo nie będzie interesowało, jaką ocenę miała twoja córka z biologii, czy twój syn z chemii, ale ważne będzie to, co potrafi robić najlepiej, na ile jest w stanie poradzić sobie w życiu. Nie zaspokajaj twoich ambicji swoim dzieckiem, tylko zaufaj temu co kocha, czym się interesuje i stwórz mu warunki do rozwoju najlepsze na jakie cię stać. Interesuj się tym, co robi i wspieraj, bo taka postawa rodzica znaczy dużo więcej niż cały rząd wymuszonych piątek na świadectwie.